Dwudziesty ósmy

Tej pamiętnej nocy nasz Piko wył złowieszczo rozpaczliwym ,zawodzącym szczekaniem i ani ja ani Mama nie mogłyśmy usnąć w przeświadczeniu że coś złego się wydarzy. Nad ranem kiedy w końcu usnęłam obudził mnie krzyk i płacz mojej Mamy która tuliła Babcię w ramionach nie mogąc uwierzyć że ona już nie żyje.Babcia odeszła cichutko w nocy i dzień który nastał był już inny bo bez niej.  Mimo że zdawałyśmy sobie sprawę że to musi nastąpić, teraz wobec tego nieodwołalnego faktu trudno było się z tym pogodzić. Pustka ,która powstała kryła się w każdym kącie naszego domu . Mama płacząc cały czas musiała stawić czoła czekającym obowiązkom aby załatwić sprawy związane z pogrzebem . Był to już marzec roku 1946 . Babcia została pochowana na cmentarzu Janowskim odprowadzona przez garstkę ludzi którzy ją znali a w większości byli to jeszcze nasi sąsiedzi którzy nie wyjechali i  bardzo współczuli mojej Mamie z powodu choroby Babci a teraz z powodu jej śmierci .Nikogo ze strony cioci Julki nie było bo już od dawna kontakt z nimi się urwał. Mama dopiero  teraz kiedy było po wszystkim zdała sobie sprawę że już teraz definitywnie musi zająć się sprawą naszego wyjazdu bo tak naprawdę nie mogliśmy się ruszyć dopóki  Babcia żyła a większość z naszego otoczenia albo już wyjechała albo byli gotowi już teraz do wyjazdu a my byliśmy bardzo opóźnieni i jeszcze zupełnie nie przygotowani . Tak więc moja Mama jak zwykle przedsiębiorcza  znalazła stolarza który z desek naszego parkanu dzielącego nasz dom  ot Fitia pola zrobił 5 potężnych skrzyń mierzących na oko 170cm długie i szerokie na 100cm i wysokie na 80 cm . Były to kolosy i martwiłam się że nikt nie jest tak silny aby to udźwignąć bo na dodatek deski były dość grube a jeszcze skrzynie te miały zostać wyładowane naszym dobytkiem . Nie było jednak innego wyjścia bo możliwości  aby zdobyć jakiś inny lżejszy materiał  równał się zeru ,więc musiało tak zostać. Najgorsze teraz to co wybrać a co zostawić ,to był dylemat spędzający znowu sen z powiek . Szkoda było wszystkiego a właśnie tuż przed wojną kupiono nowe meble ,które już na pewno nie da się zabrać . Rozpoczęło się pakowanie i stopniowe odrzucanie przeróżnych rzeczy . W tych pakach nie udało się pomieścić wszystkiego i resztę rzeczy tych najbardziej potrzebnych i dla nas cennych zostały zapakowane w dwóch kufrach i walizkach. Nadszedł czas aby wyciągnąć zakopane  w ogródku  słoiki w których umieszczone zostały przedwojenne akcje . Nawet nie zostały bardzo zniszczone bo były dobrze zabezpieczone mając wieczka oblane szczelnie parafiną. Mogły stanowić majątek  jeśli  dałoby się je zrealizować. Lepiej było mieć je ze sobą  bo a nuż będzie to możliwe . Ponadto  trzeba też jeszcze  zabrać bardzo ciężkie monety  z czystego srebra po 10 i 2 złote które zostały emitowane tuż przed wojną . Mama składała je oszczędzając z nadzieją że mają jakąś wartość a było tego kilkanaście kilogramów.  Natomiast w studni pozostały już na zawsze zatopione pistolety Taty i śliczny kordzik  inkrustowany kością słoniową który zawsze dyndał przy boku Tatusia w czasie paradnych defilad a także jak ubierał się do wyjścia w odświętny mundur z peleryną. Wreszcie teraz pozostawała sprawa najważniejsza nad którą głowiła się moja Mama zmuszona  ponownie zasięgnąć opinii innych ludzi i prawników a mianowicie jak załatwić  pozostawienie naszego domu . W tym to czasie kiedy to wiadomość o naszym przesiedleniu nabrała rozgłosu zaczęli zgłaszać się Rosjanie pragnący osiedlić się we Lwowie . Byli to często ludzie pochodzący nawet z najdalszych zakątków Rosji . Przychodzili do nas oglądając nasz dom z przylegającym sadem i ogrodem . Chodzili pod oknami całymi grupami i wybierali ,który to dom im najbardziej pasuje. Ja nie mogłam tego znieść że ktoś inny będzie cieszył się z tak bardzo pielęgnowanego przez Babcię zarówno naszego domu jak i sadu i ogrodu. Wszędzie bowiem gdzie się spojrzy była widoczna jej praca. Babcia zawsze sobie troszkę zarobiła na tych hodowanych przez siebie kwiatach a zaoszczędzone  pieniądze później rozdawała jak były jakieś potrzeby w domu .Lubiła mieć swoje pieniądze . Ogród i sad były jej pasją a właśnie w lecie było tak pięknie kiedy to obłędny zapach kwiatów wdzierał się w nozdrza . Teraz jednak na myśl utraty tego serce moje kurczyło się z żalu wyciskając łzy. Tadzio też już zaczął pojmować co się dzieje ale mimo to bawił się w najlepsze obserwowaniem różnobarwnych motyli fruwających to tu to tam i przysiadających na krótką chwilę na coraz to innym kielichu kolorowych kwiatków spijając nektar , a było ich pełno w ogrodzie  i dużych i małych tego pamiętnego roku. Ogród tętnił życiem a bzykające trzmiele pojawiające się raptownie  i znienacka były symbolem  lata. .O ..jakże będzie mi tego brakowało. Wielokrotnie upajałam  się tym wszystkim leżąc na leżaku  w sadzie  pełnym owocowych drzew chlapiąc się  czasami dla ochłody zimną woda z naszej studni  Któregoś dnia ubrałam Tadzia  ładnie i dałam mu bukiecik zrobiony z najpiękniejszych kwiatów ,które akurat w tym czasie kwitły w ogrodzie i zrobiłam mu kilka zdjęć aby upamiętnić ten fakt jak to kiedyś mieszkaliśmy i co musieliśmy zostawić . Według opinii ludzi którzy już wyjeżdżali załatwiano sprawę domu w ten sposób że po prostu go wynajmowano chociaż wiadomo było że to  jest kompletna fikcja ale była  to droga jedyna z możliwych, ponieważ zarówno my jak i ci co dom wynajmowali mogli mieć jakiś dowód w miarę satysfakcjonujący że sprawa została załatwiona z pozorami zachowanego prawa . Była to prawdziwa parodia. My musieliśmy to mieć dla przyszłych władz polskich z którymi będziemy mieć do czynienia a Rosjanie chcieli mieć dowód dla obecnych władz że legalnie mają prawo do zamieszkania w naszym domu . Zrobił się teraz prawdziwy zamęt bo nie wiadomo było komu i za jaką cenę mamy ten nasz dom wynająć bowiem wciąż kiełkowała u nas skrzętnie ukrywana nadzieja że może tu kiedyś wrócimy więc nie chcieliśmy zawierać tej wątpliwej transakcji z byle kim . Muszą to być ludzie na poziomie nie jakieś prostactwo bo istniała obawa że zniszczą wszystko co było tak wiele lat pielęgnowane. Teraz kiedy tak dużo ludzi już wyjechało nasz dom zaczął być po prostu oblegany bo wiele domów już było wynajętych . Tak więc to jeden to drugi interesant zostawiał zadatek aby sobie nasz dom zarezerwować zanim sprowadzi rodzinę . Zaczęłam tracić głowę kogo wybrać bo cały obowiązek spoczywał  teraz na mnie podczas nieobecności Mamy ,która wracała  dopiero późnym popołudniem .Oczywiste było że chciałyśmy uzyskać możliwie najwyższą cenę . Toteż kilka razy Mama rozmyśliła się  bo uważała że zażądała zbyt mało i ja musiałam zwracać pozostawione zadatki  ale sęk w tym że niekiedy nie chciana osoba która zostawiła zadatek wyjechała na dłużej i zupełnie zapomniałam jak wygląda bo w powodzi zgłaszających się innych ludzi z którymi w tym czasie miałam do czynienia nie byłam już pewna komu ten zwrot się należy . Byłam w prawdziwej rozterce. Po dłuższym czasie  rzeczywiście przyszedł pewien Rosjanin który był bardzo podobny do tego mężczyzny który był poprzednio tak że  byłam pewna że to jemu mam zwrócić ten zadatek  Kiedy zaczęłam mu tłumaczyć że dom już wynajęty i że kazano mi zwrócić jego pieniądze nie bagatelną sumę 5 tysięcy rubli ,ten nieoczekiwanie zaczął się wzbraniać że nie może tego przyjąć bo on jeszcze żadnych pieniędzy nam nie dawał . Tak więc uniknęłam koszmarnego błędu bo nawet nie mogłam sobie wyobrazić jak bardzo moja Mama  rozpaczałaby gdyby on te pieniądze zabrał no a ja już nawet nie wiem jak bym to przeżyła bo teraz właśnie niczego nie potrzebowaliśmy bardziej  jak właśnie pieniędzy na tą niewiadomą drogę która nas czeka .Tak więc miałam szczęście w nieszczęściu że trafiłam na uczciwego człowieka . Wreszcie po niedługim czasie znalazła się przyzwoita rodzina rosyjskiego dentysty pana Kolesnikowa z którym mama spisała umowę wynajęcia domu na 5 lat za cenę 25 tysięcy rubli. Kontakt z nimi od samego początku był przyjazny i miałyśmy poczucie że dom nasz pozostaje w dobrych rękach . Mimo to  opanowało nas bolesne uczucie utraty domu już na zawsze, bo  wiedzieliśmy że nadzieja aby tu wrócić była bardzo wątła. Nadszedł czas wyjazdu. Był piękny słoneczny dzień tego niezapomnianego lata 1946 roku  .Serce podeszło mi do gardła .Zajechał ciężarowy samochód kryty brezentem i kilku robotników zaczęło taszczyć te olbrzymie skrzynie ,kufry i walizki i ładować je do środka . Wreszcie nas troje z małym Tadziem trzymającym kurczowo w rączkach swojego ukochanego misia.  Ma dopiero 5 lat  a niedługo bo 6 sierpnia skończy  6 lat !  A my ubrani  teraz na letnio żegnamy się z panią Kreiszową naszą lokatorką która zostaje .Jesteśmy teraz spokojne że może nasz piesek  przetrzyma to rozstanie bo będzie z osobą która dbała o niego cały czas .Ściskamy mocno naszego Pika który miota się cały w niepokoju bo czuje bardzo dobrze co się święci . Na koniec nasi nowi ..nazwijmy to lokatorzy zgromadzili  się  koło furtki wraz z moją Mamą  a ja pstryknęłam im zdjęcie . I tak wsiadamy wszyscy rzucając ostatnie spojrzenie na nasz dom zapamiętując każdy jego szczegół czy załamek i te charakterystyczne dwie kule  jak dwie dynie znajdujące  się powyżej  balkonu  po obu   stronach, zdobiąc fasadę.  Kto teraz będzie opiekować się nami ,aby moja Mama to zniosła i nie rozchorowała się psychicznie z żalu bo od kilku dni nerwy jej puściły i tak płacząc  bez przerwy nie może się uspokoić nieutulona w żalu i za Babcią i za pozostawionym domem i za całą przeszłością którą  tu w tym mieście przeżyła  a teraz zostawiała na zawsze  . Poczułam jaki to ciężar spoczywa na mnie i nie wiedziałam czy temu podołam bo znajdowałam się w nie lepszym stanie. Jedynie Tadzio  radośnie gaworzył sam z sobą  i swoim misiem ciesząc się że będzie jechać pociągiem . Powoli i mnie udzielił się jego pogodny nastrój i pomyślałam że gorzej nam nie może być po tym co do tej pory przeżyliśmy a teraz jechaliśmy przecież do wolnej Polski ,co za wspaniałe uczucie !




Popularne posty z tego bloga

Część druga .Odcinek trzydziesty czwarty

Część druga.Odcinek trzydziesty pierwszy

Część druga.Odcinek trzydziesty drugi