Odcinek siedemnasty

Stałam tak ,stałam i nie wiedziałam co dalej . Jedno było pewne ,nie wrócę do domu . Tym bardziej teraz. Błysnęła mi myśl i pędem pobiegłam z powrotem dowiedzieć się kiedy mam następny pociąg ,okazało się że dopiero wieczorem więc pojechałam na Łyczków . Tam doszłam do siebie i wesoły nastrój tych żartownisiów też mnie się udzielił. Wieczorem odprowadzili mnie gromadą. W czasie podróży poznałam dziewczynę w moim wieku i przegadałyśmy miło cały czas mimo niepokoju czy nie będzie próby aby zniszczyć też nasz pociąg. Bardzo przypadłyśmy sobie do serca i potem długo jeszcze korespondowałyśmy ze sobą. Nie pamiętam ani jej imienia ani nazwiska . Ciocia moja też Mańka i moja kuzynka Wandzia równolatka ze mną stanęły jak wryte na mój widok bo mój list jeszcze do nich nie doszedł. Ta ciocia bawiła u nas prawie trzy miesiące kurując się na pęcherzyk
 żółciowy tuż przed wojną  ,była wtedy na diecie i Babcia jej bardzo dogadzała a ja z kolei jeździłam do nich na wakacje . Teraz to pytaniom nie było końca ,dlaczego mamy nie ma ze mną itd . Przyjęta zostałam serdecznie ale też z niepokojem kiedy opowiedziałam co teraz we Lwowie się dzieje a ponadto ciocia zaczęła się zamartwiać co zrobić ze mną aby mnie nie wywieźli . Wanda była bezpieczna bo już pracowała . Znaleziono mi wkrótce pracę  po wielu staraniach bo nie było łatwo. Codziennie raniutko biegnę teraz do fabryczki olejków zapachowych do ciast . Właścicielem jest Niemiec pan Robel . To była lekka praca i ogłupiająca w swej monotonii. Myłyśmy flaszki z innymi dziewczynkami a także poprzez odkręcanie małego kranika napełniałyśmy malutkie fiolki różnymi  olejkami.  Po wypełnieniu trzeba było zakorkować każdą z nich malutkim koreczkiem, które się gotowało aby stały się miękkie bo wtedy łatwiej wchodziły do fiolki. Przy tej pracy było dużo  śmiechu i żartów. Ja jednak rozmyślałam że to praca nie dla mnie,że nie tak ma wyglądać moje życie ,że moja droga jest inna, chciałam się uczyć .Dowiedziałam się ze brat jednej z koleżanek ma encyklopedię i zaczęłam ją zamęczać aby mi ją pożyczyła.Wydało mi się ,że jak ją przeczytam będę już wszystko wiedziała . Co też mi chodziło po głowie .Uważałam że jestem stworzona do innych celów . Kiedy tak podążałam dzień w dzień ,zachwycałam się rozkwitłymi drzewami w mijanych alejkach ,ładnie przystrzyżonymi żywopłotami ,wdychałam poranne żeźkie  powietrze lata i czułam się szczęśliwa ale czy  wolno mi było ?.. We Lwowie bombardowania trwały nie zmiennie i tłumiony strach znowu powracał . Mama uparcie nie chciała przyjechać . Tutaj też ciężko było z żywnością  i jak we Lwowie wszystko było w sklepach Nur fur Deutsche . Poszłam pewnego razu do takiego sklepu i poprosiłam z pewną siebie miną : " Bitte um etwas knochen " Proszę o trochę kości . Pani za ladą bez słowa zapakowała mi sporo  kości z dużą ilością pozostawionego mięsa.  Moja Ciocia radośnie ugotowała na nich pyszną zupę . Ten proceder powtarzałam od tego czasu wielokrotnie ,przy czym dodawałam jeszcze "wie lange zeit mus ich warten "jak długo mam czekać i pani za ladą poganiała inną słowami "das ist Deutsche dame "ta pani jest Niemką ,żeby ta się pośpieszyła .Tak to mój nieudolny niemiecki przydał mi się . To ,że Mama jest tam a ja tu bardzo mnie rozstrajało bo bardzo się niepokoiłam . Pewnego razu niedogotowany koreczek nagryzłam zębami i nagle trzask . Patrzę a ja nie mam połowy zęba . Przeraziłam się a pan obok zaczął się śmiać " no,no no teraz nie wyjdziesz już za mąż " chciałam drania udusić. Płakałam i nie mogłam sobie miejsca znaleźć. Koleżanki mnie pocieszały a mój szef pan Robel bardzo mi współczuł i powiedział abym się nie martwiła i zaraz zadzwoni  do swojego dentysty aby mnie przyjął na wizytę i że on wszystkie koszty pokryje. Tymczasem ja byłam zrozpaczona .Natychmiast opowiedziałam o wszystkim i Cioci i Wandzi,które też mnie pocieszały jak tylko mogły a ja co spojrzałam w lustro to w ryk bo mam duże zęby a to była jedynka górna  i teraz zamiast zęba była  istna czeluść.    Nie mogłam tego dłużej tłumić w sobie ,musiałam opowiedzieć o wszystkim mojej Mamie . Natychmiast kupiłam kartkę jaką wtedy sprzedawano ,taką kremową bez żadnego widoczku Napisałam w skrócie , że stała mi się straszna rzecz ale mój szef  za wszystko zapłaci aby Mama się nie martwiła.  Zaraz na drugi dzień poszłam do dentysty  Pamiętam  że  u niego rzuciły mi się w oczy stojące niemal na każdym meblu obrazki święte w ramkach ,które także tu i ówdzie wisiały na ścianach, Był bardzo powolny co mnie denerwowało,Zastanawiałam się czy nie jest przypadkiem upośledzony umysłowo , Nie miałam jednak wyboru . Zrobił mi ten ząb na sztyfcie i przed tym do cna mi go spiłował  co jeszcze bardziej przyprawiło mnie o czystą rozpacz . Zanim to jednak zrobił musiałam chodzić z tą wyrwą co mnie bardzo krępowało . Czułam się nieopisanie nieszczęśliwa i wydało mi się że tak mi zostanie ..

Popularne posty z tego bloga

Część druga .Odcinek trzydziesty czwarty

Część druga.Odcinek trzydziesty pierwszy

Część druga.Odcinek trzydziesty drugi